blog background
 
Pojznerjeke: Pojzner Jeke
mniejszość, Poznań, historia, współczesność, przyroda, zieleń
metka_epoznan
Między placami Stawnym i Reformatów
ok
23
not ok
1
liczba odsłon: 280
I coraz bliższa jest miękkość podobna do białych obłoków
Aż się dopełnia przestrzeń i czuję jej głosik miękki

Chcę przejść. Idę, choć nie widzę. Tracę grunt pod nogami. I ten straszny zgrzyt! Pisk!A było wtedy tak cicho. Czułam zapach koni, słomy, butwiejącej na klepisku Teich Platz. Lubiłam ten koniec bruku pod wielką szkołą i ślepo kończącą się ulicę z barierką ponad murem oporowym. Chodziłam tam często po kryjomu wpatrywać się w otchłań rzeki. Ten zapach ryb, deszczu, rzecznych namułów, benzyny i spalin z dalekiej elektrowni. Do dziś pamiętam strach, gdy opierałam się o poręcz.

Nie kazali mi chodzić na tamtą stronę. Boję się do dziś, gdy przechodzę po tych fantomowych mostach. Nie ma tej głębi i przestrzeni, którą dawały wtedy kamienice, strzeliste niczym renesansowe zamczyska, skarpy nadrzeczne, sterczyny ceglane potężnego mostu. Przekraczam te dawne, odwieczne limesy, dziś tak spłycone piachem, banałem.



Nie ma szkutników, czółen i rozpartych barek. Ale oto krzyż i on. Jest. Ten sam? Później tramwaj do placu Reformatów. A może trolejbus. Nie skręcać na tyły! Czartoria. Te garby grobowe, po których wstyd stąpać. Ścisk w sercu na widok resztek przystani. Kilka cegieł. I złość, że schody uzupełnione tandetną namiastką dawnego materiału.

Nie lubię wychodzić w niedzielę. Ale dla mnie nie ma ani poniedziałku, ani niedzieli: są tylko dni popychające się w bezładzie. 

Tate przestrzegał, bym tam nie chodziła. Kamienie Chwaliszewa, czuję was do dziś, gdy płynąc w otchłań, nabierałyście impetu, niesione kadzidlaną wonią. Dzwon. Dźwięk. Uszy, moje uszy. Zasłaniam. Na dzwonach wypisano zaklęcia. - Fala dźwiękowa niesie te słowa - przestrzegał Moryc. Dlatego miasto śpi; gdy tylko miałoby się obudzić, dzwonią dzwony! Obejmują całe miasto. Szósta, na Anioł Pański, w godzinie męki, naprzeciw dwunastej, na Pozdrowienie Anielskie. 

Nie słyszałam dzwonów w piwnicy domu na Bóżniczej. Szłam tam, kopałam korytarz do naszego sztejtele. Nigdzie nie doszłam.



Pamiętam, jak biegłam Sienną, przez Tylne Chwaliszewo. Ten krzyk. Strach. Wieże leciały za mną, kładły się rujnując most, rozbryzgując potężne fale, szarpiąc z warkotem nienawistnym brukiem. Ta magnetyczna wyspa i nieustanna pielgrzymka na plac Reformatów.

Dziś znów chciałam tam pójść... Nie mogę trafić.
WASZE KOMENTARZE
Autor bloga wyłączył możliwość komentowania tego wpisu